Zobacz Śląsk!
 Zobacz Śląsk! > Wrocław > "Mój..." > GDZIE WSZYSTKO PŁYNIE
"Mój Rybnik"
  • Wrocławski Dzwon Grzesznika
  • Gdzie wszystko płynie
  • Pale Wrocław

  • Napisz o Wrocławiu!
    Nie ważne czy mieszkasz we Wrocławiu od urodzenia, czy życie przywiodło Cię tu niedawno, albo przeniosło stąd w inne, nawet bardzo odległe strony! Nie ważne jest czy Twoja rodzina jest rdzennie śląska lub spoza Śląska! Nie ważne jest Twoje wyznanie, ani narodowość, ani wiek, ani czy masz jakąkolwiek wiedzę o historii miast! Jeśli tylko mieszkasz tutaj, albo jakaś cząstka Ciebie uznaje to miejsce za swoje, podziel się swoją historią!!! Napisz o swoim mieście lub dzielnicy, o swoim dzieciństwie i dorosłości we Wrocławiu!   więcej
    Wrocław w ZŚ!
    I Ty pomóż w tworzeniu serwisu Wrocławia w Zobacz Śląsk!

    Gdzie wszystko płynie cz. 2
    Łukasz Medeksza (Wrocław)

    Wrocław narodził się na wyspach, pośród rozwidlających się ramion Odry. W okolicy, w której wpada do niej rzeka Oława. Pod względem ilości mostów zajmuje trzecie miejsce w Europie - po Wenecji i Sankt-Petersburgu. Za popularnym opracowaniem przepisuję, że przed wojną było ich 108 drogowych i 115 kolejowych. Do dziś jest Wrocław miastem pełnym wody. Gdzie się nie ruszyć, tam rzeka. Gdzie nie pójść, tam trzeba pokonać most (przede wszystkim w szerokim centrum, bo od XIX w. miasto rozbudowuje się przeważnie z dala od rzek).
    Liceum miałem w Śródmieściu. Ale do podstawówki chodziłem na Stare Miasto - czyli do centrum - na lewy brzeg rzeki, na ul. Kuźniczą (była to jedna z "tysiąca szkół na tysiąclecie państwa", ostatnio została zlikwidowana, ma być wyburzona - pod ławką na boisku tej szkoły znalazłem kiedyś hitlerowską monetę, ale pewnie zgubił ją jakiś kolekcjoner-amator, bo przecież boisko też było z lat 60-tych). Często pokonywałem zatem "swój" Most Pomorski. Most dwuczęściowy, przedzielony na pół wschodnią odnogą największej wrocławskiej wyspy - Kępy Mieszczańskiej.
    Tuż przed wejściem na most (od strony Pomorskiej), mija się, po prawej ręce, zatopiony w zieleni duży gmach Archiwum Miejskiego - jeden z kilku wrocławskich przykładów monumentalnej architektury III Rzeszy. To w zachodnim skrzydle tego budynku mieścił się właśnie KW PZPR (jakże udany mariaż polityczny!). Archiwum rozciąga się wzdłuż nabrzeża, parę metrów poniżej poziomu ul. Pomorskiej. Dlatego na zieloną, nabrzeżną alejkę schodzi się po schodach. Na tej alejce mój ojciec uczył mnie jeździć na rowerze. A znacznie później przychodziło się na nią grupowo na pogaduszki przy winku i szlugach. Idąc dalej mostem, po lewej stronie mijamy wodospad - sztuczny próg wodny regulujący bieg rzeki. Kiedy woda jest tędy spuszczana, w całej okolicy słychać huk. Spieniona, brunatna ciecz zawsze wywoływała we mnie sporo emocji - do dziś, jak tędy idę, przystaję i patrzę w dół na tę lokalną Niagarę. Z iście nabożnym lękiem. I nieodłączną fascynacją.
    Gdy Most przecina Kępę Mieszczańską, ulica, którą idziemy, krzyżuje się z ul. Ks. Witolda. Tu, po prawej, jakieś 200 metrów od mostu, były niegdyś koszary ZOMO (dokładnie vis a vis KW - przez rzekę - mogli więc przybyć z odsieczą w każdej chwili). Stąd wyruszali dzielni reżimowi mołojcy na wrogie demonstracje. A na północ, ul. Pomorską, jeździli na poligon, by sobie poćwiczyć. Dzięki temu miałem okazję kilka razy w tygodniu oglądać z okna swojego mieszkania kawalkadę wozów ZOMO - nysek, starów, skotów, armatek wodnych itp., jak toczą się na sygnale paraliżując kompletnie ruch na tej bądź co bądź dużej ulicy. Do szkoły częściej jednak chodziłem równoległym Mostem Uniwersyteckim - położonym paręset metrów na wschód od Pomorskiego (dochodziłem doń ul. Cybulskiego, gdzie do dziś jest świetna lodziarnia). Most bez atrakcji. Prosty jak drut. Ale kierujący pieszego wprost pod ogromne cielsko barokowego gmachu Uniwersytetu, opasujące Stare Miasto od strony Odry (przechodzi się tunelem pod gmachem - i już się jest na Starym Mieście - pierwsza rzecz, jaką widać, to secesyjny pomnik nagiego Szermierza, symbol witalności).
    Większość z tych elementów - moje trzy bloki, oba mosty, rzeka, Kępa Mieszczańska, gmach Uniwersytetu - tworzy tło ogromnej ilości moich snów. Już dawno nie mieszkam na Pomorskiej. Ale wracam tam niemal co noc. Woda, mosty, przekraczanie rzeki - ta symbolika jest mi niezmiernie bliska.
    I chyba nic dziwnego, że u progu okresu punkowego w moim życiu przyśniło mi się, że przeszedłem Most Pomorski i tuż za nim, już na terenie Starego Miasta, złapali mnie jacyś punkowcy i niemal zmusili mnie, żebym "został punkiem" i przystąpił do ich załogi. Piszę: "zmusili", ale tak naprawdę sam tego chciałem... No i tak właśnie się to zaczęło. Od snu o moście. Woda, woda, woda... Żywioł nr 1 Wrocławia... Nie płynie tylko w moich snach. Zapisany jest już w strukturze mitycznej miasta. Patronem Wrocławia jest św. Jan Chrzciciel - iście "wodny" patron. Pod jego wezwaniem jest wrocławska Katedra. Jego kanoniczny wizerunek (odcięta głowa na srebrnej misie) widnieje w sercu pięciopolowego herbu miasta. Jego święto - 24 czerwca - jest także oficjalnym Świętem Wrocławia.
    Dlaczego św. Jan Chrzciciel? "Bo pierwszy biskup Wrocławia miał na imię Jan" - głosi najbardziej znana wersja. Owszem, tyle że tego biskupa Jana poświadcza bodaj tylko jeden kronikarz. Nie mamy o owym Janie żadnych konkretnych informacji. Więcej nawet - w latach 1063-1072 panował u nas biskup Jan I, nieco później był Jan II itd. A więc oficjalna numeracja biskupów Janów nie rozpoczyna się od owego quasi-legendarnego Jana. Mało tego. Jeśli ów pierwszy Jan jest w ogóle postacią historyczną, to całkiem prawdopodobne, że przybrał to imię specjalnie na potrzeby świeżo założonego biskupstwa, honorując już czczonego patrona miasta. Kto wie - może Katedra jest jednak przekształconym wcześniejszym kościołem św. Jana Chrzciciela? Ten patron nie wziął się znikąd. Moim zdaniem wrocławski św. Jan Chrzciciel jest inkarnacją wcześniejszgo, pogańskiego bóstwa czczonego w tej okolicy. Jest przekształconym, schrystianizowanym bogiem Wrocłwia, a być może nawet bogiem całego Śląska.
    Jak to się stało? Wrocław leży w pobliżu góry Ślęży - świętego wzgórza pogan. Jest to samotnie stojąca na nizinie góra, jakieś 30 kilometrów na południe od miasta. Ma 718 metrów wysokości. Jak jest burza, w Ślężę biją pioruny. Obliczono nawet kiedyś, że to właśnie naszą świętą górę nawiedza najwięcej burz w Polsce. Gdy wspiąć się na jakiś wysoki punkt we Wrocławiu, a powietrze jest przejrzyste, wówczas widać na południu Ślężę. Miasto niemal leży u jej stóp. Góra do dziś nazywana bywa Sobótką (tak zresztą nazywa się największe podślężańskie miasteczko) - albowiem w czasach pogańskich odbywały się tu obrzędy sobótki. Organizowane w noc letniego przesilenia, czyli najkrótszą noc w roku. Były istotnym elementem kultu Słońca (ognia) i kultu wody. Na górze zapalano ogniska, które miały "wesprzeć" Słońce - odtąd świecące z dnia na dzień coraz krócej. Jednocześnie "zaklinano" rzeki, co miało chronić przed powodzią. Sobótki były orgiastyczne. Nic dziwnego, że tępili je duchowni chrześcijańscy. W końcu je schrystianizowano, przetwarzając w noc świętojańską. A widok tej nocy musiał być niesamowity, bo w ówczesnych ciemnościach ogniska na Ślęży musiały być dobrze widoczne z Wrocławia. Sobótki obchodzono jeszcze długo za czasów chrześcijańskich, tak więc św. Jan Chrzciciel płynnie zastępował stare bóstwo. (Na Ślęży odnaleziono zresztą kilka granitowych figur, uznawanych za pogańskie posągi kultowe - każda z nich ma wyraźnie wyryty znak "X" - podobno jeszcze przed wojną okoliczna ludność twierdziła, że to "krzyże pogańskie" i przypisywała je Wotanowi, najwyższemu bogu germańskiemu).

    Właściwą kolebką miasta jest Ostrów Tumski. "Ostrów", czyli "wyspa"; "Tumski" - od "tum" (katedra) - czyli "ktedralna". A więc Wyspa Katedralna. Ale Katedrę mamy dopiero od czasu, gdy nadano nam biskupstwo, czyli od 1000 roku (miasto właśnie obchodziło tysiąclecie tego faktu). Wcześniej stał tu ważny gród, stopniowo przeksztacany w zamek. Mieścił się po zachodniej stronie wyspy (Katedra stanęła na wschodzie, na podgrodziu). Odbudwana po wojnie, gotycka świątynia została wzniesiona w latach 1272-1350. Od wschodu wieńczą ją dwie przepięne, barokowe kaplice. Spiczaste para-gotyckie hełmy postawiono na obu zachodnich wieżach całkiem niedawno, bo w 1991 r.
    Katedra to najświętsze miejsce w mieście. Pępek Wrocławia. Miejsce, w którym zbiegają się ścieżki prowadzące do krainy mitów. Mój kolega buddysta chodził pod Katedrę, by się "doładować" - podobno w tym miejscu znajduje się czakram. Jeśli coś takiego, jak czakramy faktycznie istnieje, to jestem skłonny uwierzyć, że jeden z takich punktów jest właśnie tutaj. Ostrów Tumski już nie jest wyspą. W 1824 roku zasypano odnogę Odry, która oddzielała ten skrawek ziemi od wschodu i północy (zaczynała się tam, gdzie obecnie biegnie niewielka ul. Św. Józefa; w innym miejscu pamiątką po niej jest staw w Ogrodzie Botanicznym - w północnej części Ostrowa Tumskiego). Teraz jest to właściwie południowy cypel Śródmieścia - wyraźnie jednak oddzielony od reszty dzielnicy. Nim odnogę Odry zasypano, wyspę całkowicie opanowało katolickie duchowieństwo. Było tak już w XIV wieku. Władza świecka zdążyła się wyprowadzić na lewy brzeg rzeki (choć już wcześniej z kościelną dość często wojowała). Teraz Ostrów Tumski to kościoły, klasztory, pałac biskupi, siedziba kurii, seminaria duchowne itd.
    Zamek długo podupadał. W 1310 r. Piastowie sprzedali go biskupowi. W 1450 r. został rozebrany. O jego istnieniu przypomina duży, pusty plac na wschodzie eks-wyspy. Na środku placu stoi niewielki gotycki kościółek św. Marcina (zniszczony podczas wojny i odbudowany) - to niegdysiejsza kaplica zamkowa. Tu brali ślub moi rodzice, stąd dobrze widać "moje" trzy bloki na Pomorskiej... Obok widać sieć maleńkich, kilkudziesięciocentymetrowych, ceglanych murków - to zrekonstruowany zarys zamkowych komnat. Plac zamyka od wschodu długa i wysoka ściana (murki przylegają właśnie do niej). W 1988 roku pokryło ją pierwsze, wielkie graffiti, wykonane przez ekipę Pomarańczowej Alternatywy. Ściana bryzgała kolorami. Miejsce stało się "kultowe". Na murkach (i nie tylko) spotykali się punkowcy i młodociani odlotowcy. Ścianę, co prawda, wielokrotnie przemalowywano, na ogół fatalnie, ale obyczaj pozostał. To właśnie na ten placyk przy św. Marcinie najchętniej przyłaziliśmy całymi ekipami na winko i inne młodzieżowe używki. Na przełomie lat 80-tych i 90-tych działała też w piwnicy kościółka galeria, w której można było zobaczyć całkiem niezłe, na ogół awangardowe wystawy.
    Idąc powoli, drogę spod św. Marcina do Katedry pokonujemy w 10 minut. Przechodzimy przez cały niemal Ostrów Tumski. Kostka brukowa dudni nam pod nogami. Mijamy należące do Kościoła kamieniczki i siedziby władz kościelnych. Okolica nadzwyczajna - wiele osób porównuje ją do starówki w Pradze. Polecam zwłaszcza spacer późnym wieczorem, gdy płoną latarnie gazowe - od lat zapalane przez tę samą rodzinę Dziatkiewiczów - ojca i trzech synów, z których wszyscy (bracia, ma się rozumieć) są oi-skinheadami, a kiedyś dwaj starsi byli ortodoksyjnymi punkami, mieli postawione irokezy itd. i w tym rynsztunku chodzili o zachodzie słońca po Ostrowie, zapalając lampy specjalnym, długim drągiem - widok nie z tej ziemi. Płoną więc latarnie gazowe, a dodatkowo wszystkie najważniejsze elementy budynków, posągi itp. oświetlone są barwnymi reflektorami.

    < wstecz   |   1   |   2   |   3   |   4   |   dalej >
    ŚląskiemiastawZŚ! >dolnośl.:Bystrzyca|Kłodzko|Wrocław|Ząbkowice >górnośl.:Bytom Bielsko-Biała | Cieszyn | Chorzów | Czeski Cieszyn | Gliwice | Jastrzębie-Zdrój | Karwina Katowice | Mikołów | Mysłowice| Opawa | Opole | Ostrawa | Piekary | Pszczyna | Racibórz Ruda | Rybnik| Siemianowice | Świętochłowice | Tarnowskie Góry | Tychy | Wodzisław Zabrze | Żory  >wsie: Lasowice
    Lotnisko Katowice-Muchowiec



    Polecamy
  • Mysłowicki Portal
  • Katowice
  • Śląsk Wrocław
  • Autostrada A4
  • Tramwaje Śląskie
  • Trafiamy Celniej


  • Informator regionalny województwa śląskiego

    © Copyright by Zobacz Śląsk 05-08
    O serwisie | Regulamin | Współpraca | Kontakt                           Reklama | Strony WWW | Poligrafia