Zobacz Śląsk!
 Zobacz Śląsk! > Wrocław > "Mój..." > PALĘ WROCŁAW
"Mój Rybnik"
  • Wrocławski Dzwon Grzesznika
  • Gdzie wszystko płynie
  • Pale Wrocław

  • Napisz o Wrocławiu!
    Nie ważne czy mieszkasz we Wrocławiu od urodzenia, czy życie przywiodło Cię tu niedawno, albo przeniosło stąd w inne, nawet bardzo odległe strony! Nie ważne jest czy Twoja rodzina jest rdzennie śląska lub spoza Śląska! Nie ważne jest Twoje wyznanie, ani narodowość, ani wiek, ani czy masz jakąkolwiek wiedzę o historii miast! Jeśli tylko mieszkasz tutaj, albo jakaś cząstka Ciebie uznaje to miejsce za swoje, podziel się swoją historią!!! Napisz o swoim mieście lub dzielnicy, o swoim dzieciństwie i dorosłości we Wrocławiu!   więcej
    Wrocław w ZŚ!
    I Ty pomóż w tworzeniu serwisu Wrocławia w Zobacz Śląsk!

    Palę Wrocław cz. 2
    Jędrzej Morawiecki (Wrocław)

    "BARDZO DUŻA SZTUKA"
    Wrocław może stać się tym, w co przeobraziła się radiowa "Trójka". Może stać się miastem niegdyś awangardowym, oryginalnym, dziś bazującym na szczątkach legendy. Może stać się sformatowanym tworem przekształconym w miasto środka (jak muzyka środka). Miastem bezbarwnym (mimo swej jaskrawości), miastem dla wszystkich i dla nikogo. Szklany Wrocław z kulturą oglądaną przez szybę. Z jednej strony mamy bowiem w mieście elitarne, zamknięte imprezy, jak osławiony już koncert Placido Domingo, sprowadzonego do Wrocławia na występ dla VIP-ów za równowartość kilkunastu mieszkań. Mamy legendarny, odkurzony, ale niedostępny finansowo mieszkańcowi Śródmieścia Przegląd Piosenki Aktorskiej (sprowadzający się do wielkiego bankietu). Jest -na szczęście- Vratislavia Cantans. Pojawiają się koncerty ukierunkowane wyłącznie na media, jak emitowany w Wielką Niedzielę w telewizyjnej "Dwójce" koncert Gospels. Przed takim koncertem przypomina się, by zachowywać się "spontanicznie i wielbić Chrystusa klaszcząc w dłonie, bo jest wśród nas telewizja". Przesunięcie proporcji. Oprócz imprez kreujących wizerunek zewnętrzny mamy masowe spektakle, łechtające próżność wrocławian złudzeniem wysokiej kultury, bazujące jednak w gruncie rzeczy na schemacie rocznicowego festynu: konferansjer krzyczy ze sceny, że oto muzycy, którzy do tej pory nigdy się nie spotkali, zagrają razem bez żadnej próby popularny utwór muzyki klasycznej i stanie się to właśnie tu, w ulubionym Wrocławiu. Nie ma czwartków jazzowych, legendarny Jazz-club "Rura" oblazł złoconymi poręczami, wysoką ceną i finansową elitą. "Jazz nad Odrą" stał się "meczem na harmonijkę ustną Polska : Czechy". Znika charakter i oryginalność - w pubach szkockich i irlandzkich gra już muzyka z Vivy. Nawet reklamowane w "Radiostacji" "Pięć nutek" i "Wagon" przypominają dziś wystrojem dyskotekowe kluby. Pośrodku Rynku, nieopodal miejsca festynów wyrosła zaś za horrendalną sumę postsocrealityczna fontanna "Zdrój" (oficjalna nazwa) - postawiona decyzją byłego prezydenta, teraz parlamentarzysty Bogdana Zdrojewskiego, który w tekście dla "Przekroju" chwalił się, że "na szczęście" mieliśmy powódź, bo żeby zorganizować Expo, dobrze "być po jakimś kataklizmie".

    "DRUGA STRONA RZEKI"
    Być może władze - stawiając fontannę za około 2,5 miliona złotych- zapomniały, że z dala od Rynku stoją domki dla powodzian: puste od 1997 roku, obłożone bogatą infrastrukturą, nie nadające się jednak do zamieszkania, zagrzybione i plastykowe - pomniki finansów utopionych w chybionych inwestycjach powodziowych. Na mieszkania komunalne czekają zaś wrocławianie w kolejkach od lat. Ta sfera Wrocławia została jednak zepchnięta poza silikonowe centrum, na drugą stronę Odry. Tak samo jak istniejące jeszcze na szczęście jadłodajnie, kawiarnie i piwiarnie - z piwem cztery razy tańszym niż po drugiej stronie mostu. Przetrwała sieć Gastronomicznej Spółdzielni Inwalidów z gęstymi firankami, pierogami w śmietanie i wiśniówką, przetrwały osiedlowe szynki. Przetrwały lokalne ryneczki: Leśnica, Agora, Brochów, Psie Pole, Księże Małe... Wrocław - wchłonąwszy miasteczka, winien uczynić z nich atut, nie zaś spychać w zapomnienie. To właśnie klientela podwórek Śródmieścia, Brochowa, Traugutta odznacza się najsilniejszym poczuciem tożsamości i solidarności (co było widać choćby podczas powodzi, kiedy lokalni menele przerzucali worki z piaskiem, a szanowane rodziny prowadziły dzieci nad Odrę, by obejrzały wysoki poziom wody). Lokalne środowiska tych starych dzielnic powinno się wspierać i animować, a nie stygmatyzować, spychając je do roli kryminogennych "bermudzkich trójkątów". Bo mimo wielu patologii w tych miejscach pozostał autentyzm i tożsamość, historia miejsca, którą miasto najwyraźniej gubi. W starych dzielnicach Wrocławia pojawiają się squaty, pustostany zajmowane przez post-punków, anarchistów. Kilka przyjęło nieformalny status alternatywnego domu kultury - jednemu udało się dostać od miasta lokal do wyremontowania - na Jagiellończyka. Zaczęli działać legalnie. Squat stał się miejscem nieodpłatnej edukacji kulturalnej, otworzył drzwi przed chłopaczkami z podwórka. Ale kiedy squat zmontował DKF, otworzył bibliotekę, zaczął organizować odczyty, emisje reportaży, koncerty, kiedy wyszedł poza wąskie ramy "wolnościowej kontestacji" - pojawiła się inspekcja. Kontrola w budynku wykazała konieczność dostosowania Centrum do wymogów unijnych - wymianę instalacji, sceny na ognioodporną, krzeseł, drewnianych stropów i podłogi - na atestowane... Ośrodek został zamknięty. Są jednak studenckie sceny, odradzają się filmowe festiwale: KAN, przegląd na Działkowej, Słubickiej, działa Pałacyk, studencki klub filmowy "Fosa", wznawia działalność DKF na Politechnice. Na przeglądach undergroundowych filmów i niskobudżetowych dokumentów sale pękają w szwach. Ściąga publika na nielegalne pokazy reportaży w dzikich piwnicach, na wystawy zdjęć przybijanych gwoździami do betonowych ścian. Odradza się więc powoli studencka kultura - i dzieje się to właśnie w momencie największego finansowego kryzysu, "off" rodzi się pod presją likwidacji klubów, budżetowych cięć, nieokreśloności. Składnice i kiermasze taniej książki bez reklamy przyciągają tłumy. Na placu Kromera, gdzie książki kosztują od grosza do złotówki, pojawiają się wierni klienci i dostawcy - oddają winyle i powieści nawet poza godzinami urzędowania biblioteki, wrzucając je przez szparę w drzwiach. Druga strona medalu: biblioteki z braku miejsca wyrzucają księgozbiory - na filologii, niczym w hrabalowskiej powieści, pojawiają się całe kartony niechcianej literatury. Sam jeżdżę po bibliotekach, wynoszę z korytarzy oprawione w płótno tomy dzieł wszystkich Balzaka, Bułhakowa... Naukowa księgarnia "Kwant" znikła ze Świdnickiej - mimo ciągłych apeli i podpisów. Wcześniej zlikwidowano największą księgarnię muzyczną. Stoi tam dziś ekskluzywna restauracja. Pod ciężarem multipleksów padły kina "Pionier", "Polonia", "Studio". Kolejne multipleksy mają być sytuowane przy istniejących już kinach (na przykład przy kinie "Lwów"). Trwają codzienne pchle targi - nielegalne, poukrywane w podwórkach, tuż za odnowioną fasadą, targi niczym z szulkinowskich filmów, z wejściem przez odartą klatkę schodową, w kamiennych studniach. Miejsca, gdzie sprzedawcy i kupujący mówią, że "uciekli z Rynku", bo tam "nie da się przetrwać", czy że "tam nie ma już po co iść". Rynek zaś odwzajemnia się apartheidem plebsu - na wejściach pubów i knajp pojawiają się napisy: "obuwie sportowe zostaw w domu". Bramkarze (obrońcy kultury wysokiej) nie wpuszczą dresiarzy, ale i studentów w adidasach. W imię nowoczesnej estetyki.

    "BRZYDKIE MARGINESIAKI"
    "Trójkąty bermudzkie" powinny zniknąć - takie jest założenie. Nie są zgodne z wizją postępu i "słoneczności". Stąd pojawiła się nie budząca kontrowersji idea rewitalizacji - a więc rozbicia "lumpenproletariackich struktur" poprzez wysiedlanie mieszkańców mieszkań komunalnych i przenoszenie ich w inne rejony miasta. Podobnie jak nie psuła "postępowego" samopoczucia akcja usuwania z dworca bezdomnych przed Kongresem Eucharystycznym, wywożenia ich poza Wrocław, by nie razili pielgrzymów przybywających na spotkanie z papieżem. W zapomnienie poszły kolejne czystki: likwidacje cygańskich obozowisk, łapanki Romów, deportacyjne samoloty. W imię realnej stabilizacji łączonej z estetyką postępu, alternatywę, mniejszości i margines wmiata się pod dywan. Za nową estetyką przychodzi nowa etyka. Równocześnie czytamy o kolejnym "radosnym" osiedlu, budowanym przez "angielską firmę" (potem okazuje się, że nie ma osiedla, a jedynie jego komputerowa symulacja przygotowana za miejskie pieniądze przez firmę zarejestrowaną w raju podatkowym). Agresywna iluzja wyziera z billboardów i city-lightów informujących o "największej w Polsce dyskotece", której "zazdrości nam cała Polska". Wyjątkowość budowana na nijakości. Zwieńczeniem tej ideologii staje się mrzonka wrocławskiego Expo, przedmiot propagandy nie tylko lokalnej, ale i ogólnopolskiej. W artykule "Przyjechali, pochwalili" na pierwszej stronie "Gazety Wyborczej" z tautologicznego leadu dowiadujemy się, że Wrocław jest "pełny życia, żywiołowy" i dalej - że miasto, które chce konkurować z Szanghajem, Buenos Aires, czy Moskwą, zostało pochwalone przez delegację Międzynarodowego Biura Wystaw za "zachwycające poparcie ze strony ludzi tu mieszkających". Władze chcą, by Expo było dochodowe i planuje, by "nie ustępujące niczym konkurencji" siedemsettysięczne miasto sprzedało dwadzieścia dwa miliony biletów. Piśmiennictwo sukcesu jest skuteczne - wielu mieszkańców w potocznych rozmowach wyraża przekonanie, że Wrocław Expo ma już przyznane.

    KONIEC
    Na zakończenie kilka nowości z miasta sukcesu. Właśnie odbył się ślub bohaterów polsatowskiego "Baru" - wydarzenie ściągnęło pod Pałac Ślubów tłumy mieszkańców i przyjezdnych. Trwają dwie ekspozycje. Pierwsza, na Rynku, o "Expo 2010". Na zdjęciach dawny czarno-biały Wrocław, a obok ten kolorowy, odmieniony. Pod zdjęciem uśmiechniętego prezydenta Huskowskiego czytamy: "Wrocław (...) na pewno jest jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się miast Polski. Metropolią o wyjątkowej atmosferze i tradycji, ambitnych dążeniach i ugruntowanej pozycji na mapie Polski i Europy. (...) Wierzę, że jesteśmy w stanie podołać każdemu zadaniu". Na drugiej wystawie, w Galerii BWA, możemy zobaczyć dmuchanego orła, amerykańskiego żołnierzyka z okrwawioną głową bin Ladena (tytuł: "Mam go!"), obraz z Chrystusem (zamiast "Jezu, ufam Tobie", "Taniej już nie będzie"). Wystawa nosi tytuł: "Sztuka przez duże G". Przy wyjściu z ekspozycji stoją dwa przyciśnięte do siebie kineskopami telewizory. Przez szparę widać na obu ekranach ten sam obraz: człowiek - dyszący, zmęczony, pełen zapału. Uprawia nieskończony miejski jogging. Biegnie w pustkę.

    Jędrzej Morawiecki

    < wstecz   |   1   |   2   |  
    ŚląskiemiastawZŚ! >dolnośl.:Bystrzyca|Kłodzko|Wrocław|Ząbkowice >górnośl.:Bytom Bielsko-Biała | Cieszyn | Chorzów | Czeski Cieszyn | Gliwice | Jastrzębie-Zdrój | Karwina Katowice | Mikołów | Mysłowice| Opawa | Opole | Ostrawa | Piekary | Pszczyna | Racibórz Ruda | Rybnik| Siemianowice | Świętochłowice | Tarnowskie Góry | Tychy | Wodzisław Zabrze | Żory  >wsie: Lasowice
    Lotnisko Katowice-Muchowiec



    Polecamy
  • Mysłowicki Portal
  • Katowice
  • Śląsk Wrocław
  • Autostrada A4
  • Tramwaje Śląskie
  • Trafiamy Celniej


  • Informator regionalny województwa śląskiego

    © Copyright by Zobacz Śląsk 05-08
    O serwisie | Regulamin | Współpraca | Kontakt                           Reklama | Strony WWW | Poligrafia